kielpiniak.pl

65. rocznica zamordowania przez komunistów Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”

65 lat temu, 8 lutego 1951 roku został zamordowany przez komunistów Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, major Wojska Polskiego, uczestnik Wojny Obronnej 1939 roku, wybitny dowódca 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, dwukrotnie odznaczony Orderem Virtuti Millitari.

W marcu 1946 roku „Łupaszka” opublikował ulotkę, w której pisał:

„Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.

Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (1910-1951)

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” (1910-1951)

30 czerwca 1948 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy MBP. Śledztwo trwało prawie dwa i pół roku. Po licznych przesłuchaniach w więzieniu mokotowskim został skazany na 18-krotną karę śmierci. Proces „Łupaszki” i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter pokazowy, transmitowany był przez radio i opisywany przez prasę. Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu. Komunistyczny sąd skazał wszystkich „sądzonych” na śmierć. Wyrok wykonany został 8 lutego 1951 roku w warszawskim więzieniu na Mokotowie.

Ze zbiorczej celi więzienia mokotowskiego, 8 lutego 1951 roku, wyprowadzono na śmierć oficerów Wileńskiego Okręgu AK: ppłk. Antoniego Olechnowicza „Podhoreckiego”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, kpt. Henryka Borowskiego „Trzmiela”, por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”. „Łupaszka”, oficer kawalerii w kampanii wrześniowej 1939 roku, był najsłynniejszym polskim dowódcą partyzanckim w czasie II wojny światowej.

Kiedy kaci przyszli do zbiorczej celi śmierci po majora „Łupaszkę”, ten – jak wspominał współwięzień Mieczysław Chojnacki – „właśnie wyszedł z »kaplicy« [przepierzenia w celi], gdzie się modlił. Podszedł spokojnie do drzwi, następnie zatrzymał się na chwilę, odwracając bokiem do pozostających w celi, i pożegnał słowami: »z Bogiem panowie«. Odpowiedział mu chór głosów: »z Bogiem«. Zniknął nam z oczu za zatrzaśniętymi drzwiami”.

Skazany prowadzony był wieczorem, w porze więziennego apelu, przez dziedziniec, pod związane z tyłu ręce, przez dwóch strażników; trzeci strażnik – kat – postępował tuż za nimi. W pomieszczeniu pomiędzy magazynem a łaźnią więzienną następował strzał w tył głowy. Straconych chowano w bezimiennych grobach.

Po egzekucji „Łupaszki” i towarzyszy – wspominał współwięzień – „dano sygnał zakończenia apelu i w tym momencie, nim zdążyliśmy się rozejść, wystąpił [więzień] Maciej Jeleń, zwracając się do nas, abyśmy chwilą ciszy uczcili pamięć kolegów żołnierzy. Padła komenda »baczność«, a po minucie »spocznij«, po czym powiedział jeszcze »dziękuję panom«”.

To niezwykła scena w miejscu, gdzie komuniści starali się swe ofiary upodlić i zdegradować psychicznie. Tej legendy nie udało się zabić.

Chwała Bohaterom!
Cześć Ich Pamięci!