kielpiniak.pl

73. rocznica rozbicia niemieckiego więzienia w Mielcu przez oddział „Jędrusiów” i AK

73 lata temu, 29 marca 1943 roku oddział „Jędrusiów” wraz z AK uwolnił z niemieckiego więzienia w Mielcu ponad 120 osób.

„Jędrusie” to oddział partyzancki wywodzący się z lokalnej organizacji konspiracyjnej Odwet, działający w okresie od wiosny 1941 roku do końca wojny na ziemi kieleckiej i Podkarpaciu. Nazwę wziął od zabitego przez Niemców pierwszego dowódcy Władysława Jasińskiego „Jędrusia”.

Na prośbę żołnierzy Armii Krajowej, którzy otrzymali informację o planowanej wywózce więźniów z Mielca do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz, dowódca „Jędrusiów” Józef Wiącek „Sowa” postanowił zaatakować gestapowską katownię.

Hitlerowcy więzili tam wówczas i maltretowali 180 osób, między innymi komendanta tarnobrzeskiego okręgu AK Kazimierza Krasonia, jego zastępcę, a zarazem profesora gimnazjum tarnobrzeskiego Zygmunta Szewerę, a także Franka Rutynę z Wielowsi i księży: Władysława Czopka i Józefa Walczyna, nauczycieli tajnego nauczania – Jana Lubera, Rudolfa Jakubca i małżeństwo Oberców z Mielca.

Józef Wiącek "Sowa" (z lewej) z Władysławem Jasińskim "Jędrusiem" (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Józef Wiącek „Sowa” (z lewej) z Władysławem Jasińskim „Jędrusiem” (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Po rozpoznaniu miejsca akcji, „Jędrusie” weszli do Mielca 29 marca 1943 roku. Dzień był bardzo deszczowy, co sprzyjało przeprowadzeniu dywersji. Oddział został podzielony na grupę szturmową i grupy ubezpieczające. Jedna z nich miała kontrolować stacjonujący na mieleckim rynku zmotoryzowany oddział Wehrmachtu. W grupie uderzeniowej na więzienie znaleźli się dowódca Józef Wiącek „Sowa”, Zdzisław de Ville „Zdzich”, Roman Szelest „Uszaty”, Zbigniew Kabata „Bobo” i Marian Lech „Marian Wielki”.

Planowane wejście do więzienia przez zaskoczenie bez oddania strzału nie udało się. „Sowa” został zmuszony do wysadzenia bramy. Tymczasem gestapowcy ostrzeliwali partyzantów z broni maszynowej, co jednak nie powstrzymało „Jędrusiów”. Po wdarciu się do aresztu i zdobyciu kluczy do celi, uwolniono więźniów. Kilku z nich, tak bardzo skatowanych przez Niemców, nie było w stanie iść o własnych siłach. Pomogli im współwięźniowie.

Strzały i wybuchy pod więzieniem zaalarmowały niemiecką żandarmerię i Wehrmacht. Niemcy zostali jednak powstrzymani przez partyzantów z grup ubezpieczających. Zaskoczenie i zmieszanie w szeregach niemieckich było tak duże, że w pewnym momencie żołnierze Wehrmachtu ostrzelali cofających się przed Polakami żandarmów.

„Sowa” już wcześniej przygotował plan ucieczki z Mielca. Na partyzantów i uwolnionych czekały tratwy służące do transportu wikliny. Tymi łodziami popłynęli Wisłoką aż do ujścia Wisły. Tymczasem Niemcy wciąż poszukiwali partyzantów w Mielcu. „Jędrusiom” i akowcom udało się uwolnić 120 więźniów.

Ta akcja Jędrusiów, podobnie jak wcześniejsze rozbicie więzienia w Opatowie, stała się bardzo głośna w całym regionie. Z relacji świadków tamtych wydarzeń wynika, iż Niemcy byli kompletnie zaskoczeni. Co więcej, byli przerażeni, kiedy to nocą cała armia Polaków wkroczyła do Mielca, a potem gdzieś momentalnie zniknęła.