kielpiniak.pl

Historia

Historia kiełpińca i okolic w opisach i zdjęciach

880. rocznica zdobycia grodu Konungahela przez Słowian

2016-08-09 13:37:48 marek

880 lat temu, 9 sierpnia 1136 roku, flota księcia Pomorza Zachodniego Racibora I – lennika Bolesława Krzywoustego, zaatakowała i zwyciężyła Skandynawów na ich ziemi. Po pokonaniu 300 mil i dwóch cieśnin duńskich, słowiańska flota złożona z około 660 okrętów i jak podają źródła około 29 tys. wojowników zaatakowała, a w nocy z 9 na 10 sierpnia, zdobyła i splądrowała duńską warownię i jeden z najważniejszych portów – Konungahelę.

Konungahela (Konghelle, obecnie Kungölv w południowej Norwegii), leżąca na granicy Norwegii i Szwecji w rozwidleniu rzeki Götafeld, znajdowała się w XII wieku pod panowaniem Eryka II, króla Danii. Pełniła wówczas funkcję ważnego ośrodka handlu morskiego i lądowego. Miasto to było jednym z najbogatszych portów handlowych północnej Europy i miejscem zjazdów władców skandynawskich. Od strony morza dostępu do portu broniły wysokie i strome brzegi fiordu, z drugiej potężny, dobrze ufortyfikowany gród. Konungahela wydawała się być niemal nie do zdobycia. Mimo że Dania podzielona była wówczas na szereg małych księstw i nie była w stanie zdobyć się w krótkim czasie na wystawienie floty, która mogłaby skutecznie przeciwstawić się najeźdźcy, to jej okręty wciąż stanowiły realne zagrożenie dla wrogów.

Nie wiadomo dokładnie jaki był faktyczny cel wyprawy, którą osobiście poprowadził rezydujący w Kamieniu książę Racibor I z dynastii Gryfitów, lennik księcia Bolesława Krzywoustego oraz brat Warcisława I, pierwszego historycznego władcy Pomorza Zachodniego. Prawdopodobnie, obok chęci zdobycia cennych łupów, o które w tak bogatym mieście nie było trudno, Słowianom przyświecał jeszcze cel polityczny – rozbicie układu duńsko-niemieckiego, którego ostrze wymierzone było w piratów i ich łupieżcze wyprawy, a także osłabienie gospodarcze i militarne Danii, głównego przeciwnika Ranów i Pomorzan. Na osłabieniu Duńczyków zależało również Bolesławowi Krzywoustemu.

Faktem pozostaje jednak, że była to największa wyprawa morska Słowian Zachodnich. Jak podają źródła, wzięło w niej udział około 660 okrętów, z których każdy miał ponoć na pokładzie 44 ludzi i 2 konie, co daje w przybliżeniu 29-30 tysięcy wojowników. Należy pamiętać, że kronikarze, dzięki którym posiadamy takie dane, częstokroć zawyżali siły przeciwnika, aby usprawiedliwić porażki lub wyolbrzymić zwycięstwa. Według Artura Szrejtera, autora książki „Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku”, nie można zaprzeczyć zebraniu aż 660 okrętów – źródła średniowieczne kilkakrotnie podają wieści o tak dużych armadach operujących na Bałtyku. Jednak zdaniem Szrejtera zupełnie inną sprawą jest wielkość okrętów – wątpliwe, by wszystkie były tak samo duże.

Statek słowiański - rekonstrukcja na podstawie różnych znalezisk archeologicznych z terenów Pomorza i zabytków ikonograficznych. Źródło: A. Szrejter "Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku".

Statek słowiański – rekonstrukcja na podstawie różnych znalezisk archeologicznych z terenów Pomorza i zabytków ikonograficznych. Źródło: A. Szrejter „Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku”.

Potężna flota pomorska wypłynęła w kierunku Konungaheli z portu kołobrzeskiego, aby po pokonaniu 300 mil i dwóch cieśnin duńskich dotrzeć bez większych przeszkód do ujścia rzeki Götaelf. Do grodu leżącego 10 km w głębi lądu prowadziły jej dwie odnogi. Racibor, który nie po raz pierwszy brał udział w wyprawie na Skandynawów, podzielił wojsko na dwie części, po czym skierował je pod bramy miasta. Częścią wschodnią dowodzili wodzowie Dunimysł i Unibor, a zachodnią sam książę Racibor. Rankiem 9 sierpnia 1136 roku obie armie ujrzały przed sobą cel wyprawy.

W tym czasie w grodzie niejaki Einar, zięć proboszcza Andrzeja, wtargnął pospiesznie do kościoła, gdzie właśnie odprawiano poranną sumę, i powiadomił zebranych o licznych okrętach zmierzających w ich kierunku. Ludzie natychmiast opuścili mury świątyni, uzbroili się, a następnie zajęli dogodne pozycje na zbudowanym z drewnianych belek nadbrzeżu. Część Słowian bez większych przeszkód dobiła do brzegu, a następnie konno otoczyła gród. Pozostali nie mogli rozwinąć szyków, gdyż z jednej strony zaatakowały ich uzbrojone statki tamtejszych kupców, z drugiej zaś, zostali obrzuceni gradem strzał, oszczepów i kamieni przez stojących wzdłuż koryta rzeki obrońców. Po ciężkich walkach z kupcami wojownicy Racibora spalili statki Skandynawów, wzięli do niewoli tych co pozostali przy życiu, i wydostali się na brzeg. Nie było to trudne, gdyż obrońcy widząc przewagę Słowian pospiesznie wycofali się do miasta lub schronili za murami grodu. Najeźdźcy słowiańscy stracili w pierwszej fazie bitwy podobno 170 statków wraz z całym wyposażeniem. Po krótkim odpoczynku Słowianie przystąpili do ostatecznego szturmu miasta, które zdobyli i spalili, oczywiście w pierwszej kolejności zabierając cenne łupy.

Ci co nie zginęli od mieczy Słowian lub płomieni palącego się portu, znaleźli schronienie za murami grodu, ostatnim punkcie oporu. Racibor próbował jeszcze nakłonić Skandynawów do poddania się, zapewniając im możliwość bezpiecznego opuszczenia grodu wraz z bronią, suknem i złotem, jednakże obrońcy ani myśleli o kapitulacji. Brak zgody na zaproponowane przez Pomorzan warunki oznaczał tylko jedno – kontynuację batalii. Oblężeni, widząc zdecydowaną przewagę Słowian i determinację w osiągnięciu celu, postanowili ściągnąć posiłki z głębi lądu. W leżącej na północ od Konungaheli Skurbargi, gdzie właśnie odbywała się wielka uczta, na wieść o oblężonym grodzie niejaki Olwer chwycił wielki topór i krzyknął do współbiesiadników:

„Powstańmy, zacni mężowie, chwyćmy za broń i pójdźmy na pomoc mieszczanom, albowiem każdemu, kto by to widział lub słyszał, zdałoby się to haniebnem, że my tu siedzimy i piwem brzuchy napełniamy, gdy zacni mężowie w mieście z naszej przyczyny życie swe w niebezpieczeństwach mogą stracić”.

Jak rzekł, tak też pozostali uczynili, z tym że ich pomoc na niewiele się zdała obrońcom. Z braku strzał, włóczni, kamieni i kijów, którymi razili nieprzyjaciół, obrońcy przyjęli warunki kapitulacji. Gród dostał się w ręce Pomorzan. W rezultacie Słowianie nie dotrzymali złożonej wcześniej obietnicy, jak opisał to Snorri Sturluson w swojej sadze:

„zabrali wszystkich ludzi, mężczyzn, kobiety i chłopców, wielu pozabijali, mianowicie tych co byli słabi i niższego pochodzenia lub których trudno było uprowadzić z sobą. Zabrali wszystkie pieniądze, które były w grodzie. Król Racibór i jego zwycięskie wojska ustąpiły i powróciły do Slawii, a wielka liczba ludu, który wzięty był w Konungaheli, potem długo był u Słowian w niewoli. Lecz gdy zostali wykupieni i wrócili do Norwegii i dobra swego, już mniejszego zażywali majątku. Wielki port handlowy Konungahela nigdy nie wrócił do takiego stanu jak przedtem”.

W kilka lat później, dokładnie w 1147 roku Racibor I objął po śmieci protoplasty dynastii Gryfitów tron w Szczecinie, skąd nadal kontynuował łupieżcze wyprawy do Skandynawii. Rządził Pomorzem do 1156 roku. Po śmierci księcia jego państwo zostało podzielone między synów. Kazimierz I objął część zachodnią z Dyminem, a Bogusław I część wschodnią ze Szczecinem.

podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo
Posted in: AktualnościHistoriaTagged in: Dunimysłdynastia GryfitówHistoriaKonungahelaPomorze ZachodnieRacibor ISkandynawiaSłowianieUnibor Read more... 0 comments

Czy znamy Polską historię czyli patriotyzm i wiedza

2015-08-24 12:54:10 tomcio

Witajcie! Dziś mogę się pochwalić, że już wkrótce na naszej stronie będą ukazywały się krótkie „kartki z historii” , dzięki którym odświeżymy sobie nasze dzieje i poczujemy w żyłach patriotyzm i dumę z naszego pochodzenia….

historia i patriotyzm Polski

podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo
Posted in: HistoriaTagged in: HistoriahistoriepatriotyzmPolskaPolskipoznajemyrocznice Read more... 0 comments

Glinodrzewne budownictwo na Podlasiu

2015-08-06 18:31:22 malina

Pamiętacie, jak jakiś czas temu pokazałam chałupę z Długich Kamieńskich, zbudowaną w dziwnej, rzadko spotykanej technologii?

IMGP3803

Zastanawiałam się wówczas, jaką metodą została zbudowana, jakich materiałów użyto.

Otóż już wiem! Metoda ta określana jest „metodą Niewierowicza” od nazwiska wileńskiego inżyniera Mikołaja Niewierowicza, a swój rodowód ma na Wileńszczyźnie.

IMGP3804

Po przeszukaniu netu natknęłam się na prace popularnonaukowe Jarosława Szewczyka, który prowadził badania glinodrzewnego budownictwa wiejskiego, głównie na Podlasiu. To, co poniżej przedstawiam, to są obszerne fragmenty artykułu tego autora. Podkreślam to, by nie być posądzoną o plagiat;)

„Glinodrzewnym” autor ten określa budownictwo o specyficznej konstrukcji ścian, gdzie w litej i na ogół dość grubej (40-70 cm) glinianej masie ściany występuje specyficzne “zbrojenie” z naprzemianległych poziomo-ukośnych warstw drobnowymiarowego drewna (polan, witek, prętów, gałązek) lub roślin o zdrewniałych pędach (wrzos, jałowiec).

J. Szewczyk w latach 2000-2008 przeprowadził badania terenowe nad budynkami wzniesionymi z drewnianych polan, głównie osikowych, spajanych zaprawą gliniano-wapienną lub po prostu gliną (tzw. konstrukcja cordwood). Badania objęły sto kilkadziesiąt podlaskich wsi w dwudziestu gminach (Białystok, Supraśl, Wasilków, Sokółka, Szudziałowo, Krynki, Gródek, Zabłudów, Juchnowiec Kościelny, Wyszki, Brańsk, Rudka, Bielsk Podlaski, Białowieża, Narewka, Siemiatycze, Dziadkowice, Grodzisk, Perlejewo i Ciechanowiec). Zaowocowały informacjami o ponad 150 budynkach wzniesionych z polan. W wyniku badań zarejestrowano ponad 150 obiektów (włącznie z już nieistniejącymi, lecz poświadczonymi przez miejscową ludność). Najwięcej zachowało się w Białymstoku (12 zarejestrowanych) i okolicach (trzy w Supraślu, trzy już nieistniejące w Studziankach, jeden w osadzie Ożynnik, jeden wzmiankowany w Kleosinie, trzy w Choroszczy), poza tym w okolicach Białowieży (10 obiektów), Brańsku (7), Krynkach (5), Grodzisku (4) oraz w całej gminie Grodzisk (18) i Ciechanowiec (co najmniej 20 zachowanych budynków lub wzmianek o obiektach ongiś istniejących, a obecnie zburzonych). Spośród co najmniej 152 znalezionych obiektów (tj. nie licząc przypadków niepewnych), ponad 70 wzniesiono w latach powojennych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, tyleż samo w latach dwudziestych i trzydziestych. Około dziesięciu nie udało się datować, jeden wzniesiono w 1944 roku, jeden być może zbudowano w XIX wieku. W przeważającej części były to domy mieszkalne, kilka to budynki gospodarcze, ponadto co najmniej trzy już nieistniejące obiekty pełniły funkcje użyteczności publicznej: dawna szkoła w Lubieszczach, dom ludowy (później szkoła) w Topczewie i prawdopodobnie szkoła w Ciechanowcu.

Autor opisuje kilka rodzimych technologii materiałowo-budowlanych, występujących głównie w okresie powojennym (po drugiej wojnie światowej) na Podlasiu.

Na podstawie prowadzonych badań autor stwierdza, że choć niektóre z tych technologii, np. glinobitka i konstrukcja strychulcowa, występują na całym obszarze Polski, to jednak na Podlasiu osiągnęły wysoki stopień doskonałości i były stosowane w kilku wariantach, z których każdy można uważać za optymalny pod względem wytrzymałości i trwałości. Na tle owych (opisanych w artykule) technik, inne nietypowe rozwiązania budowlane wydają się bardziej prymitywne. Tym niemniej ostatecznie należałoby uznać wszelkie rodzaje niskobudżetowego

budownictwa z materiałów rodzimych na Podlasiu, za element specyficznie podlaskiej kultury materiałowo-budowlanej, ukształtowany potrzebami wynikającymi ze szczególnej sytuacji ekonomicznej i społecznej w przeszłości (przeludnienie drobnoszlacheckich wsi na zachodnim Podlasiu, bieda, niska lesistość, administracyjne ograniczenia dostępności drewna, niedostatek innych materiałów budowlanych, tradycyjny model gospodarki oparty na samowystarczalności gospodarstwa rolnego itp.).

Okazuje się, że chałupa w Długich Kamieńskich to przykład budownictwa z drewna opałowego i gliny (tzw. cordwood)

Termin cordwood oznacza mur na zaprawie gliniano-piaskowej, glinianowapiennej, gliniano-piaskowo-trocinowej lub wapienno-piaskowej, w którym zamiast cegieł zastosowano wątek murarski z drobnowymiarowych kawałków drewna opałowego: tzw. polan, dranek, szczap lub – wg lokalnej ludowej terminologii z okolic Ciechanowca – skałek tj. łupanych sosnowych ćwiartek długości do 55 cm i przekroju od 5×5 do 10×10 cm.

We współczesnej literaturze etnograficznej i architektonicznej czasami uważa się, że mur cordwood nie występował w Polsce, niemniej w rzeczywistości owa niskobudżetowa technologia była ongiś znana i zaistniała w publikacjach fachowych. Wzmianki o niej pojawiły się już przed II wojną światową. Polegała na układaniu kolejnych warstw osikowych polan o przekroju ok. 5×5 cm (lub 5×6, 4×7 itp.) i długości równej grubości ściany, tj. ok. 55 cm, gdyż polana kładziono prostopadle do lica ściany. Poszczególne poziome warstwy oddzielano przekładkami, tj. wąskimi, długimi listwami równoległymi do lica ściany. Czasami poszczególne warstwy oddzielano polanami układanymi wzdłuż ściany. Wszystkie przestrzenie między polanami, między polanami i przekładkami i między samymi przekładkami, wypełniano masą piaskowo-glinianą lub – gdy gospodarz był bardziej zamożny – zaprawą glinianowapienną, wapienną lub nawet cementowo-wapienną. Ściany zazwyczaj obustronnie tynkowano.

Opisana wyżej konstrukcja, usankcjonowana sporadycznymi wzmiankami w literaturze, stanowi rozwiązanie najdoskonalsze, oprócz którego na Podlasiu występują typy zredukowane: np. pozbawione podkładek albo wykonane z pieńków opałowych (okrąglaków) lub ćwiartek (tzw. skałek) zastosowanych zamiast równo rąbanych polan lub też z polan innych gatunków drewna (oprócz osiki najczęściej stosowano drewno topoli i wierzby jako najtańsze, albo sosny jako najtrwalsze). Zarejestrowano także ściany, w których zamiast równoległych listew przekładkowych zastosowano długie, grube witki jałowca.

Oprócz owego podstawowego typu, pojawił się na Podlasiu w latach czterdziestych inny typ konstrukcji domów z gliny i polan, opracowany jeszcze przed I wojną światową i udoskonalony przez wileńskiego inżyniera Mikołaja Niewierowicza. W pierwotnej postaci ów typ konstrukcji polegał na wznoszeniu ścian z gliny, wzmacnianych za pomocą warstw grubego chrustu albo cienkich polan (gr. 3×3 do 5×5 cm, długości 85 cm), układanych poziomo, ukosem. Warstwy kładziono co 7-15 cm – warstwy parzyste pod kątem 45 stopni względem lica ściany, a warstwy nieparzyste – pod kątem 135 stopni, tj. każdą warstwę prostopadle do warstwy wyższej i niższej. Polana kładziono co ok. 10 cm i spajano zaprawą lub masą glinianą – podobnie jak w przypadku wcześniej omówionej konstrukcji – uzyskując ścianę o podobnej grubości, tj. ok. 50-60 cm. W przypadku użycia zaprawy glinianej ubijano poszczególne warstwy gliny w szalunkach skrzynkowych; wysokość szalunku odpowiadała odległości między warstwami polan albo patyków. Podczas prac murarskich celowo pozostawiano wystające końce polan, aby zwiększyć przyczepność tynku do glinianodrewnianego muru. Ściany zawsze obustronnie tynkowano; nietynkowane uważano za mało estetyczne, ponadto były one nietrwałe. W literaturze przedmiotu ów typ konstrukcji uchodził za udoskonalony wariant glinobitki, toteż podkreślano zalety polegające na szybszym wysychaniu glinianej masy; przyśpieszone schnięcie ścian było spowodowane obecnością drewnianych polan, które pełniły rolę drenażu

Wspomniany, zmodyfikowany typ konstrukcji zaistniał w opisanej wyżej formie w poradnikach fachowych już na początku lat trzydziestych. Nie wiemy, kiedy po raz pierwszy pojawił się na Podlasiu, ale najwcześniejsze zarejestrowane domy stawiano według tej konstrukcji tuż po drugiej wojnie światowej, tj. w połowie lat czterdziestych.

Co ciekawe, podlascy murarze (oni bowiem, a nie cieśle wznosili domy z gliny i polan), tacy jak Jan Rytel i Franciszek Rytel ze wsi Czaje-Wólka, Witold Angielczyk z Brańska, Józef Szczepański ze wsi Żółtki, Aleksander Borówko i Stanisław Daniłowicz z Drohiczyna, Mojżesz Dudzicz pracujący w gminie Wyszki i inni, znacznie udoskonalili ów pierwotny, „podręcznikowy”, „klasyczny” typ. Niektórzy z nich bowiem stawiali ściany znacznie cieńsze, mające około 45 cm grubości, obywając się przy tym bez skrzynkowych form szalunkowych. Wznoszone przez nich ściany nie tylko zawierały kanały powietrzne, lecz faktycznie były to ściany warstwowe z pustką powietrzną w środku! Np. Franciszek Rytel ze wsi Czaje-Wólka zbudował w okolicach swego miejsca zamieszkania (gminy Rudka, Brańsk i Ciechanowiec) około trzydziestu domów „ze skałek”, tj. o dość cienkich ścianach z sosnowych ćwiartek układanych ukosem i z pustką powietrzną w środku. Co ciekawe jednak, doszedł do takiej wprawy, że wznoszone przez niego domy miały ściany grubości zaledwie 35 cm; większość owych budynków stoi i jest użytkowana do dziś.

W latach pięćdziesiątych odstąpiono od wiązania polan gliną, częściej używano zaprawy gliniano-wapiennej, a później zaczęto coraz powszechniej stosować do wiązania polan typową murarską zaprawę cementowo-wapienną. Wprawdzie użytkownicy zauważali, że wapno przyśpieszało butwienie polan, lecz zaprawa cementowo-wapienna była mniej pracochłonna w przygotowaniu niż gliniana, nadto nie wymagała długotrwałego ubijania w szalunkach i lepiej „trzymała tynk”.

Opracowano na podstawie:

Zastosowanie gliny w konstrukcji ścian wiejskich domów na Podlasiu, Jarosław Szewczyk w: ZESZYTY NAUKOWE POLITECHNIKI BIAŁOSTOCKIEJ 2008, Architektura – Zeszyt 21

Dla zainteresowanych link: wa.pb.edu.pl/download/ZN21-7–J-Szewczyk.pdf.html

Warto poczytać, autor przedstawia tam także inne technologie budownictwa na Podlasiu.

 

podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo
Posted in: AktualnościHistoriaW okolicy Read more... 9 comments

Zielone Świątki - tatarak w kątki

2015-05-22 16:31:25 malina

W najbliższą niedzielę, 24 maja, przypada uroczystość Zesłania Ducha Świętego, popularnie nazywana Zielonymi Świątkami lub Zielonymi Świętami. W zależności od regionu Polski  nazywany jest też sobótką w południowej Polsce lub palinocką na Podlasiu.

zielone_gazeta

W Kościele katolickim święto to jest obchodzone na pamiątkę wydarzenia w Wieczerniku, gdy na zebranych tam apostołów i Maryję zstąpił Duch Święty. Zesłanie Ducha Świętego uważa się za początek Kościoła. Uroczystość nazywana jest też „Pięćdziesiątnicą”, ponieważ przypada 7 tygodni (50 dni) od Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, a więc również w niedzielę. Zamyka ona w Kościele okres wielkanocny. Jest to jedno z najstarszych i najważniejszych świąt w kalendarzu liturgicznym.

Na zdjęciu: umajona na Zielone Świątki chałupa (źródło: gazeta.pl) 

Według  badaczy, święto to było pierwotnie związane z przedchrześcijańskimi obchodami święta wiosny – z siłą drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności. W wielu zwyczajach Zielonych Świątek – takich jak obrzędy rolnicze i pasterskie połączone z zaklinaniem płodności urodzaju – odnaleźć można echo pradawnego, pogańskiego kultu drzew, wody, i ognia.

W tradycji ludowej Zielone Świątki występują głównie jako zespół obrzędów o charakterze świeckim związanym z triumfalnym powrotem odradzającej się przyrody. Zielone Świątki przypadają bowiem na okres bujnego rozkwitu ogrodów, łąk i pól tj. w maju lub na początku czerwca (jako że jest to święto ruchome). Najważniejszym więc atrybutem tych świąt dawniej jak i obecnie są świeże zielone gałęzie, co w strefie zmieniających się pór roku symbolizuje odrodzenie życia, plenność i dobry urodzaj. Zielone gałęzie chronią również od czarów, zarazy oraz wszelkiego zła. Stąd wynika ich powszechna obecność w obrzędach i zwyczajach praktykowanych tego dnia – majeniu domów, obejść, zwierząt.

zielone_krajregion

Na zdjęciu: umajona na Zielone Świątki chałupa (źródło: gazeta.pl) 

Na Kaszubach zielonymi gałązkami maiło się domy i obejścia zatykając gałązki brzozy, lipy, klonu lub grabu za odrzwia, płoty i furty, a w domu za święte obrazy, które również niekiedy przystraja się niezapominajkami lub innymi polnymi kwiatami. Dawniej pokrywano także podłogi sieni, izb chałup oraz podwórza zielonym, pachnącym tatarakiem. Tradycja majenia domów jest do czasów obecnych najbardziej wyrazistym i powszechnym zwyczajem Zielonych Świątek.

na zdjęciu: wyłożona tatarakiem  podłoga izby na Zielone Świątki  (źródło: http://www.tygodnikzamojski.pl)

zielone(4)

Innym, praktykowanym jeszcze do niedawna na Kaszubach (do lat 40 -tych XX w.) był zwyczaj przystrajania bydła i zwierząt udających się na pastwiska w grube wieńce uwite z liści klonu, dębiny, brzozy i polnych kwiatów, głównie pospolitego mlecza i stokrotek. Zakładano je bydłu na rogi czasami karki i brzuchy, i wypędzano z zagród wśród donośnego trzaskania batami.

zielone_cda

Na zdjęciu: zwyczaje Zielonych Swiątek, (źródło: cda.pl)

Najpilniejszego pastucha owijano zaś krzewiastym, żółto kwitnącym żarnowcem i oprowadzano uroczyście po wsi zbierając datki od gospodarzy – jaja, placek, pieniądze. Podobne praktyki dotyczyły również powszechnie hodowanych na Kaszubach gęsi. Tym na szyje zakładano małe wianuszki z chabrów, opiekujące się nimi pasterki kwieciły także własne głowy polnymi kwiatami, chłopcy natomiast zatykali na czapce zieloną gałązkę.

Warto zaznaczyć, że od ponad stu lat Zielone Świątki są w Polsce Świętem Ludowym. Ustanowiono je w 1903 r. we Lwowie podczas Zgromadzenia Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego. Święto Ludowe wyraża ideały całego chłopskiego stanu, tych wszystkich, którzy trudząc się przy uprawie ziemi, od wieków „żywią i bronią”.

Poniżej pozwoliłam sobie przedrukować dla Was ciekawy artykuł z Tygodnika Ciechanowskiego (z 2002 r.).

Jeszcze do połowy ubiegłego stulecia świętowane były uroczyście dwa dni Zielonych Świątek – niedziela i poniedziałek. Najbardziej rzucającym się zwyczajem tego okresu było majenie domów, zgodnie z powiedzeniem „Zielone Świątki – tatarak w kątki„. Niegdyś przed wejściem do chat ustawiano młode zielone brzózki – dziś ten zwyczaj w zasadzie zarzucono. Współcześnie kobiety niekiedy przynoszą jeszcze do domów „zielone”, czyli mniejsze gałązki brzozy czy klonu, które wkładają za obrazy i do wazonów, oraz przede wszystkim tatarak, który tną na krótkie kawałki i rozrzucają po całym mieszkaniu oraz przed chatą, a dawniej nawet zatykano je w strzechy domów. Tak opisywał to Kolberg: „W dnie te umiatają przed domem śmiecie, posypią miejsce to tatarakiem i obsadzą ganki domu, a czasami i bliski plotek gałązkami brzeziny„. W wieńce z kwiatów i liści ubierano także przydrożne krzyże i kapliczki.

Na zdjęciu: umajona na Zielone Świątki kapliczka – Muzeum Wdzydze Kiszewskie 

zielone_wdzydze

Niegdyś pierwszego dnia Zielonych Świątek pastuchy, pędząc przed południem do wsi bydło z pastwiska, wybierali pięknego i spokojnego wołu, okrywali go starą siecią i następnie przywiązywali ją do tułowia słomianymi pasami. Za sieć i powrósła wkładali gałązki i polne kwiaty, na rogi zaś wieniec z brzozowych gałązek. Tak przystrojonego wołu hałasując prowadzili na czele stada do wsi, gdzie właściciel zwierzęcia musiał je wykupić z rąk pastuchów datkiem pieniężnym. W przeciwnym razie chłopcy prowadzili wołu dalej na wieś. Spokojnego wołu wprowadzano nawet do chaty, gdzie gospodarze musieli okupić się od niespodziewanego najazdu pasterzy. Gloger pisał: „Na Zielone Świątki pastuchy przygotowywali rodzaj uplecionych z łyka wierzbowego zaprzęgów, a raczej rzędu na wołu, podobnego do zwykłej rogoży, tudzież przystrajają z odartej szeroko kory z drzewa olszowego, dziwnego bałwana, mającego człowieka, a zarazem i rycerza wyobrażać”. W Poznańskim podczas Zielonych Świąt chłopcy obnosili albo obwozili na koniu „Maja” – figurę ludzką zrobioną za słomy i przybraną liśćmi, kwiatami i ziołami polnymi. Na Podlasiu południowym obwożono na przystrojonym wole kukłę zwaną Roduś. Po południu pastuchy spędzali bydło w jedno miejsce i na pastwisku, kupiwszy sobie uprzednio w karczmie wódki i piwa, urządzali biesiadę zwaną „majówką” lub „wołowym weselem”. Później pastuchy ograniczali się do zakładania wołom zielonych wieńców na rogi. Gospodarze wykupywali uwieńczone zwierzęta, dając złotówkę „wykupnego” na cukierki.

Dziewczęta w drugi dzień Zielonych Świąt szły w łąki i tam rozpalały ognisko. Przy ognisku plotły wieniec z ruty, chabru oraz brzozowych lub klonowych gałązek i wybierały spośród siebie „królewnę”. Najczęściej była nią najmłodsza i najładniejsza dziewczyna, którą ubierano w białą lub niebieską suknię, przepasywano wstążką, obwieszano koralami i wstążkami i na głowę wkładano koronę. Królewnę oprowadzano trzy razy wokół ogniska, a następnie wesoły i barwny korowód obchodził granice wioskowych pół, śpiewając przy tym pieśni, wśród których powtarzał się refren; „Gdzie królowa chodzi, tam pszeniczka rodzi. Gdzie królowa nie chodzi, Tam pszeniczka nie rodzi”. Po obejściu pół dziewczęta prowadziły „królewnę” do wsi, gdzie w niektórych chatach przyjmowano orszak poczęstunkiem.

Na terenie Mazowsza, w okolicach Ciechanowa, na Zielone Świątki ustawiano we wsiach wysokie słupy, umajone zielenią, natomiast w Rzeszowskiem nieodłącznym atrybutem tych świąt były jaja. Gospodyni, chcąc aby kury dobrze się niosły, smażyła w Zielone Świątki na śniadanie jajecznicę, a pastuchy zabierali je ze sobą i piekli na ognisku oblepione gliną.

Z Zielonymi Świątkami związane są liczne przysłowia, obrazujące obyczaje –

„Do Zielonych Świątek można wodę lać i w piątek” czyli trwa wielkanocne wzajemne polewanie wodą,

„Kto ślub bierze na Zielone Świątki, to Duch św. zstępuje na ziemię, a diabeł w małżeństwo” – czyli wesela w tym dniu są nieszczęśliwe.

Pogodę przepowiadano: „Jeżeli w Świątki deszcz pada, wielką biedę zapowiada„, ale jednocześnie deszcze zwiastowały obfitość zbiorów:

Deszcz w Zielone Świątki, będą wielkie sprzątki„,

Mokre Zielone Świątki dają tłuste Boże Narodzenie„.

Mówiono, że „Około Zielonych Świątek to najlepszy wziątek” – ponieważ w tym czasie krowy dają najwięcej mleka i jest dostatek nabiału,

oraz „Od Zielonych Świątek jajko wlazło w kątek” – ponieważ jest to czas pierwszego wylęgu kurcząt.

O zbliżającym się końcu przednówka i początku nowych plonów mówiły przysłowia: „Na Zielone Świątki dobre i otrąbki” i „Na św. Ducha w polu otucha„. (autor: Grażyna Czerwińska) zielone_ciechanowiec

Na zdjęciu: Izba wiejska na Zielone Świątki udekorowana tatarakiem – skansen w Ciechanowcu

 

Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, na każde Zielone Świątki drzwi naszego domu były majone młodymi drzewkami brzozowymi, po które dziadek jeździł do naszego lasu.   Natomiast nas, dzieciaki, mama posyłała na pobliskie łąki po tatarak, który zatykało się za obrazy świętych. Kto pamięta jeszcze zapach tataraku?

Niestety,  zarówno na Mazowszu, jak i na Podlasiu, tak jak w wielu regionach Polski zwyczaje te nie przetrwały (lub przetrwały tylko nieliczne). Ich pochodzenie i dawne znaczenie zatarł upływający czas. Wiadomo jednak, że pełniły ważną rolę w okresie wegetacji roślin, chroniły ludzi i zwierzęta, zapewniały im pomyślność, zdrowie, sprowadzały urodzaj i dobrobyt.

Myślę, że warto  przywrócić zwyczaj majenia domu i obejścia z okazji  Zielonych Świątek. Choćby symbolicznie. W każdym razie ja w sobotę umajam mój dom.;)

Pozdrowienia od ekipy  kielpiniak.pl:)

podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo
Posted in: HistoriaKiełpiniecTagged in: obrzędyZielone Świątkizwyczaje ludowe Read more... 2 comments

Kiełpiniec w latach 90-ych.

2015-03-29 16:45:02 tomcio

Kochani…! tak jak obiecałem, w tym wpisie przeniesiemy się w czasie do roku 2000 i wcześniej – do lat 90-ych. Na nagraniu zobaczycie mnie, moją babcię, która w czasie nagrania miała 80 lat, a pamiętała pieśni z lat dziecięcych i cały kanonał pieśni religijnych… Kiełpiniakom jej przedstawiać nie trzeba.. zawsze w kościele siedziała z przodu i śpiewała donośnym głosem. Taki donośny głos ma też mój tata..
Na nagraniach poniżej wręcz rarytas! Krótkie urywki z lat, kiedy jeszcze nie było remizy, nad jeziorem było pusto, tylko rybacy czasami zaglądali a wszyscy w tamtych latach jeździli na Młynarze koło Białobrzeg.. Zerknijcie na ten krótki filmik.

Jeśli macie takie stare nagrania PISZCIE DO NAS! Mogę przerobić takie kasety, a zdjęcia zeskanować i RAZEM możemy stworzyć archiwum dla przyszłych pokoleń.

Miłego oglądania i udanego wieczoru życzy ekipa kiełpiniak.pl

podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo
Posted in: HistoriaKiełpiniecTagged in: dawne latakielpinieclata 80lata 90ludoweNPKprzyśpiewkiwspomnienia Read more... 0 comments
podsumowanie
Historia Polski
tytuł
Historia Polski
Opis
Historia Polski, obyczaje wierzenia itp. Szczególnie polecamy Historię naszej wsi Kiełpiniec, która jest tu również zawarta
Autor
Opublikował
kielpiniak.pl
logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
4 + 29 =