kielpiniak.pl

Jak z bocianiego gniazda czyli Danuta Sowiar o Kiełpińcu

 

 

Legenda o powstaniu Kiełpińca

„Jak z bocianiego gniazda”

 

                Wierzcie ludzie lub nie wierzcie… Każdy gada, opowiada, czasem piękne bajki składa. Ja zaś powiem, co słyszałam, co widziałam, co po prostu przeżywałam. A było to tak:

                Od wieków bociany wędrują tam i z powrotem. Zimą grzeją się w południowym słońcu morza śródziemnego, latem przylatują do nas, do Polski. Tutaj wykluwają się i wzrastają małe bocianiątka, a jesienią znów odlatują w dal. Zdarza się, że ludzie też zmuszeni byli wędrować. Zostawiali swoje domy i uciekali przed wojną, biedą, chorobą…. Taki los spotkał mieszkańców Jeruzalem. Na wzór dostojnych bocianów, wielu izraelitów ruszyło na północ. Niektórzy dotarli do naszego kraju i tu zaczęli się osiedlać. Nasi królowie doceniali przybyszów z dalekiego kraju, ale prości ludzie z zazdrością patrzyli na obcych, którzy sprytem i przebiegłością potrafili dorobić się majątku. Żeby nie narażać się na złość tubylców, izraelici często przybierali polskie nazwiska. Jedna z osiadłych w Krakowie rodzin przybrała nazwisko Bocian, tak jak wędrujący ptak.

                Rodzina Bocianów wrosła w w społeczność Krakowa. Znalazła swój nowy dom. Tak już miało pozostać… aż pewnego dnia najmłodszy z rodu Bocianów zdecydował się wyruszyć w świat. Kraków był dla niego za głośny, pełen obcych, niebezpieczny. Postanowił znaleźć miejsce wolne od złości i nienawiści i tam się osiedlić. Pożegnał rodzinę i powędrował na północ, tą drogą, którą wędrują bociany. Kazek, bo tak mu było na imię, długo wędrował po polskiej ziemi. Kilka lat spędził w Kazimierzu Dolnym. Ożenił się tam i doczekał trzech synów, ale jego serce ciągle chciało iść dalej. Szukać własnego, dobrego miejsca na ziemi.  Kiedy dzieci trochę podrosły, wyruszył znów w szeroki świat, tak, jak to robią bociany.

                Wędrówka Kazka trwała bardzo długo. Chłopcy rośli, mężnieli, a Kazek i jego żona starzeli się, mieli coraz mniej siły. Kazek powoli tracił nadzieję na znalezienie dobrego miejsca na dom. Zmęczeni tułaczką zatrzymali się w Sterdyni. Tu postanowili przeczekać zimę, a może zostać na zawsze. Kazek nie miał już siły pracować. Często chodził na Rynek i słuchał różnych opowieści. Pewnego razu usłyszał od karczmarza o dziwnym i strasznym miejscu. 2 godziny drogi od Sterdyni, jest pas łąki, z jednej strony płynie rzeka Bug, z drugiej jezioro. Tam pięknie świeci słońce, tam najpiękniej kwitną kwiaty. Tam byłby raj na ziemi, ale… nikt tam nigdy nie chodzi, a ten, kto się tam wybrał, już nie wrócił. Karczmarz słyszał, że jak pojawi się tam człowiek, wody jeziora pienią się i budzą śpiącego jaszczura. Jaszczur ma wielkie szpony i kły niczym miecze. Nikt dotąd nie przeżył spotkania z jaszczurem…

                Kazek wysłuchał opowieści i wrócił do żony. W nocy nie spał dobrze. Śniła mu się rzeka, jezioro, dom jego marzeń. Cichy, spokojny, pełen ciepła i miłości, pachnący ziołami i otulony kwiatami. Kazek zaczął snuć marzenia o tym domu. Opowiadał rodzinie o swoim śnie. Kilka miesięcy przygotowywał się do podróży. Był już stary. Musiał zobaczyć to miejsce. Wieczorami siadał przy ogniu i opowiadał rodzinie o swoich marzeniach, o miejscu pełnym dobroci i miłości. W końcu przekonał rodzinę. Synowie słyszeli opowieść o jaszczurze, ale miłość do ojca była silniejsza. Wyruszyli wszyscy razem. Gdy dotarli na miejsce, stanęli zachwyceni. Po kwitnącej łące, pełnej kwiatów i wonnych ziół przechodziło się stado bocianów.

                – To jest moje miejsce! Tu jest mój dom! – Krzyknął Kazek i jego serce przestało bić. Był w domu.          Synowie podbiegli do ojca, a najmłodszy potknął się o wystający z ziemi, wielki, jak miecz kieł…

                Synowie Kazka w tym miejscu postawili dom dla matki. Z czasem pożenili się i postawili w pobliżu domy dla swoich rodzin. Wnuki i prawnuki Kazka często, jak ptaki wylatujące z gniazd wyruszali szukać swojego miejsca na ziemi. Dziś można odnaleźć ich na całym świecie. Za to pamięć o jaszczurze żyje do dziś w nazwie miejscowości: Kiełpiniec – kieł w pieniącej się wodzie jeziora.

                Czy to bajka, czy nie bajka, myślcie sobie, jak tam chcecie, ale…. W Kiełpińcu żyją Bocianowie, a w Muzeum Historii Żydów Polskich każdy może przeczytać dokument: „Jest w Krakowie… Żyd Bocian,… ma… siedem sklepów…, nie masz towaru, którym by nie handlował”.

muzeum zydow zdjecie

Autorem tekstu jest Pani Danuta Sowiar (córka Kazika Bocianów)