kielpiniak.pl

Magiczny poranek…

Dzisiaj mam dla Was niespodziankę. Zapraszam Was bowiem nie na wycieczkę rowerową, lecz na wyprawę wędkarską!

Od razu wyjaśniam – nie wędkuję. Wcale. Raz tylko próbowałam. Nieco ponad trzy dekady temu mój świeżo poślubiony mąż (ciągle ten sam ;)) usiłował mnie tego nauczyć.Ustawiliśmy się na pomoście, z wędkami  w dłoniach. Dowiedziałam się, że jak spławik się poruszy, mam poderwać wędkę do góry, Na tym nauka się skończyła, bo cierpliwości mi na długo nie starczyło;) I tak wówczas  nie nauczyłam się wędkowania i dotąd nie umiem;)

Zatem, jak się już zapewne domyślacie – nie ja jestem autorem poniżej zamieszczonych  zdjęć.

I nie ja byłam tą osobą, która wstała skoro świt, czyli przed godziną 4 rano. To Wiesiek Steć.

Za to, w  nagrodę od Matki Natury otrzymał niezwykle klimatyczny bonus. A nawet kilka bonusów.

Oto pierwszy. Nogacz spowity delikatną mgłą…

DSCN0051

Potem było równie magicznie, niemal nierealnie. Horyzont poróżowiał. Znak, że wschodzi słońce. Takie widoki można zobaczyć wczesnym porankiem  jadąc drogą przy wale do Nura.

DSCN0053

DSCN0055

DSCN0057Magii ciąg dalszy.  Jezioro w miejscowości Wszebory. Delikatna mgiełka unosząca się nad taflą wody…

A to lustrzane odbicie drzew –  mistrzostwo Matki Natury, ale także (a może głównie) autora zdjęć.

Chwilo, trwaj…

DSCN0059

DSCN0060

DSCN0062

Wzeszło słońce i magia mgieł oraz odcieni świtu –  uleciała.

Poniżej – już w pełni dnia – jezioro na Młynarzach.

DSCN0063

DSCN0067

DSCN0071

DSCN0088

DSCN0093

Nadbużańskie łąki przybrały  się w róż. To kwitnące łany firletki poszarpanej.

DSCN0073

Cudne – i zaskakujące – ujęcie wieży kościoła w Nurze.

DSCN0075

Autorowi zdjęć – Wieśkowi  – bardzo serdecznie dziękuję, że się z nami zechciał podzielić tym, co zobaczył. Zdjęcia są naprawdę świetne, gratuluję:)

Dzięki nim mogłam zobaczyć to, czego z roweru nigdy z tej perspektywy (ze środka akwenu)  nie zobaczę.

Jeszcze przed tą  wyprawą Wiesiek  opowiadał mi, że  w czasie poprzedniej spotkał wiele ciekawych zwierząt. Z odległości pięciu metrów widział bobra, a nad Bugiem prawie zaprzyjaźnił się z wydrą – kręciła się koło niego chyba z pół godziny.

Niestety, tym razem nie miał szczęścia do żadnych zwierzątek – czyżby jakimś szóstym zmysłem wyczuły, że tym razem uzbroił się w aparat fotograficzny?

Wydaje mi się, że nie tylko zwierzątek, ale i ryb, też tym razem nie było 😉

Ale oto namacalny dowód, że ryby jednak się zdarzają.

Brawo, Mati!  Cudna sztuka!

DSCN0087(1)

Pozdrowienia dla wszystkich  mieszkańców i sympatyków Kiełpińca:)